06 Lip 2020

Razem, a jednak osobno: „Procedury inwestycyjno-budowlane. Podstawy BIM” (2019)

Książka ma dwóch autorów i dwa tytuły. Być

06 Lip 2020

Książka ma dwóch autorów i dwa tytuły. Być może dzięki temu więcej osób po nią sięgnie. Grono zainteresowanych może objąć zarówno osoby, które chcą usystematyzować sobie lub uzupełnić wiadomości dotyczące organizacji procesu inwestycyjnego, jak i zainteresowanych tym, aby nieco bliżej poznać BIM.

Czytając tą pozycję nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czegoś mi w niej brakuje. Tym czymś było bezpośrednie powiązanie obu części. Przykładowo: pokazując, jak stosowanie BIM mogłoby pomóc przy analizach przedprojektowych z pewnością książka mogłaby tylko zyskać na jakości. Bez takich powiązań są to dwie zupełnie różne książki z jedną, wspólną okładką.

„Procedury inwestycyjno-budowlane”

Najpierw weźmy na tapet część pierwszą zatytułowaną „Procedury inwestycyjno-budowlane”. Rozdziały autorstwa prof. dr hab. inż. arch. Wiktora Andrzeja Wernera (profesora zwyczajnego Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej i Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania w Warszawie oraz w Krajowym instytucie Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa, przewodniczący Kapituły Certyfikatu Dewelopera przy Polskim Związku Pracodawców Budownictwa) opisują proces inwestycyjny z całą swą złożonością. Dla mnie osobiście część z przekazywanych informacji była nowością z uwagi na fakt, że do procesu inwestycyjnego dołączam w zasadzie pod jego koniec, gdy ustalone są już założenia i najistotniejsze szczegóły planu realizacji, w tym ostatnie kamienie milowe – te związane z projektowaniem i budową. Uważam, że dla osób takich, jak ja, jest to pozycja obowiązkowa. W mojej opinii każdy, kto dołącza do machiny zwanej „inwestycją” powinien zdawać sobie sprawę z tego, ile czynników wpłynęło na to, że może stać się jej częścią i zrozumiał, że efekty jego pracy muszą spełniać konkretny cel. A często kryje się za nim znacznie więcej niż: „chcę mieć obiekt o parametrach wskazanych w programie funkcjonalno-użytkowym”. Do tego, aby je określić doprowadził ogromny nakład pracy, analiz i wiele – często trudnych – wyborów, , których konsekwencje mierzone są w milionach złotych.

Grupą, która w mojej opinii zyska z lektury najmniej (co oczywiście nie znaczy: mało) są architekci. Wynika to z faktu, że często dołączają do zespołu inwestora znacznie wcześniej niż pozostałe branże, niejednokrotnie wykonując na jego zlecenie opisane przez Autora czynności, jak analiza warunków zabudowy lub uczestniczą w wykonywaniu innych analiz przedprojektowych różnego typu.

Wszystkie niezbędne do rozpoczęcia inwestycji czynności zostały wskazane i opisane pod kątem możliwych scenariuszy i implikacji związanych z podjętymi w trakcie przygotowania inwestycji decyzjami. Co ważne, Autor wskazał także odpowiednie regulacje prawne, z których zapisami musi się liczyć inwestor. Całość stanowi – o ile mogę to ocenić nie znając dokładnie kuluarów procesu inwestycyjnego – dobry przewodnik po tajnikach realizacji tego, niewątpliwie skomplikowanego zadania, jakim jest przeprowadzenie procedury inwestycyjno-budowlanej.

„Podstawy BIM”

Druga część publikacji jest mi zdecydowanie bliższa tematycznie. Nosi tytuł „Podstawy BIM” a jej autorem jest dr inż. Zbigniew Kacprzyk – nauczyciel akademicki na Politechnice Warszawskiej, współtwórca Zakładu Zastosowań Informatyki w Inżynierii Lądowej, pomysłodawca i współtwórca obowiązkowego przedmiotu na kierunku budownictwo – metody komputerowe w budownictwie.

Jak sugeruje tytuł – treść przeznaczona jest dla osób początkujących, dla których mógłby to być dobry wstęp do poruszanej tematyki. Autor opisuje pokrótce czynniki, które doprowadziły branżę do momentu, kiedy stanęła przed wyzwaniem o imieniu BIM, definiuje także podstawowe pojęcia i mechanizmy, jakimi rządzi się ta metodyka. Do tego nie ucieka się do przesadnie trudnego języka, nawiązując jednocześnie do znanych chyba wszystkim projektantom sytuacji.

Niestety kilka fragmentów wprawiło mnie w konsternację, bo niektóre tezy stawiane przez Autora są, moim zdaniem, zupełnie nietrafione. Stwierdzenie: „Celem metodyki BIM jest zinformatyzowanie procesu projektowania, budowania i eksploatacji przez tworzenie oprogramowania wykorzystującego do pewnego stopnia tę samą bazę danych i ten sam model opisu obiektu” uważam za co najmniej mylące, w szczególności dla osób początkujących. Sądzę, że przedstawienie takiej tezy może spowodować utwierdzenie czytelnika w przekonaniu, że BIM to jakiegoś rodzaju oprogramowanie, co jest bardzo krzywdzące dla tej idei i przede wszystkim niepoprawne. Podobne odczucia mam w odniesieniu do tezy mówiącej o tym, że „(…) format IFC nie wyeliminował w wymianie danych natywnych formatów i ze względu na różnorodność oprogramowania w najbliższym czasie nie wyeliminuje”. Fakty przedstawione przez Autora są jak najbardziej prawdziwe, ale ciężko jest mi się zgodzić z wysnutym wnioskiem. W mojej opinii właśnie tym zdaniem Autor udowodnił, że stosowanie IFC jest jedyną rozsądną opcją, jeśli chodzi o wymianę danych BIM bez ograniczania się do jednego oprogramowania.

Pomijając jednak różnicę w podejściu do niektórych zagadnień uważam, że dla osób zupełnie „zielonych” w kwestii BIM jest to dobra pozycja. Dzięki niej czytelnik będzie umiał nawiązać merytoryczną dyskusję o BIM. Trzy słowa, które nasunęły mi się po lekturze drugiej części książki wydawnictwa POLCEN to: krótko, prosto i treściwie. I jest to chyba najlepszy zestaw, jakim można ją opisać.

Karolina Wróbel
M.A.D. Engineers

Leave a comment
More Posts
Comments
Comment