09 Sty 2020

BIM – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Procesy.

Kontynuujemy nasz cykl „BIM – łatwo powiedzieć,

09 Sty 2020

Kontynuujemy nasz cykl „BIM – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić” traktujący o problemach z jakimi można się spotkać podczas codziennej pracy w BIM. Jak wspominaliśmy w poprzednim artykule, BIM opiera się nie tylko na narzędziach, ale także na procesach, dlatego warto pochylić się nad zagadnieniami dotyczącymi standaryzacji, organizacji i współpracy.

Wdrożenie BIM ≠ Wdrożenie oprogramowania

Na samym początku należy podkreślić, że wdrożenie BIM, a wdrożenie oprogramowania nie są pojęciami tożsamymi.
Wdrożenie BIM to bardzo rozbudowany proces, zależny od specyfiki firmy. Właśnie dlatego wspierany jest często przez zewnętrznego specjalistę. Do jego początkowych etapów należy rozpoznanie zasobów i profilu działania przedsiębiorstwa, identyfikacja celów i obszarów implementacji BIM. Następnie, na tej podstawie, powstaje plan wdrożenia – indywidualny dla każdej firmy czy instytucji, w idei maksymalizujący jej zyski.

Wdrożenie oprogramowania to składnik rozpoczętego wcześniej wdrożenia BIM. Przeprowadzane jest przez specjalistów danego softu, najczęściej jego dystrybutorów. Rekomendacja zakupu odpowiednich narzędzi (o ile takowy będzie w ogóle potrzebny, bo może wystarczą bezpłatne) oraz przeprowadzenia szkoleń powinna być wynikiem przeprowadzonego audytu. Znajomość oprogramowania jest oczywiście niezbędna dla osób, które będą się nim posługiwać w codziennej pracy, ale do zakresu nieodzownego dla każdego kto zajmuje się szeroko pojętym BIM, należą zagadnienia dotyczące organizacji i zarządzania projektami BIM.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której każdy z branżystów opracowuje model w oprogramowaniu innego producenta. Wszyscy posiadają zaawansowaną wiedzę na temat swojego środowiska projektowego. Wykonują modele z należytą starannością, jednak nie posiadają jakiejkolwiek wiedzy na temat interoperacyjności, pracując jedynie na formatach natywnych i w obrębie jednego producenta. Doprowadza to do przypadku, w którym jedyną formą wymiany informacji jest praca w trybie okresowych spotkań lub koordynacja na rysunkach 2D. W efekcie przekazania jedynie uproszczonych i nierzadko zniekształconych danych, pomijając kwestie niewykorzystania w pełni potencjału danych zawartych w modelach, znacznie utrudniona jest analiza modelu, co w następstwie może doprowadzić do pominięcia rozbieżności między branżami, czy niewykrycia kolizji.

Mierz siły na zamiary

W Polsce brakuje odgórnych norm i regulacji odnoszących się do modeli i metodyki BIM. Nie opracowuje się także tzw. przewodników BIM, opisujących zasady dobrej praktyki, jak to ma miejsce np. w Finlandii czy Danii. Brakuje również wzorów umowy bądź aneksu do tradycyjnego kontraktu budowlanego.
Powyższe powoduje, że zamawiający są zmuszeni do bardzo szczegółowego określenia swoich wymagań, co wiąże się z posiadaniem dużej wiedzy na ten temat lub korzystaniem z doradztwa. Nie zawsze się tak dzieje i tu pojawia się problem błędnie zdefiniowanych zapisów.
Znane są nam przykłady, gdzie wymagania dotyczące BIM zawierają się w jednym zdaniu. Innym przypadkiem jest występowanie sprzecznych zapisów: np. z jednej strony „zamawiający nie narzuca formatów wymiany danych z wyjątkiem stosowania formatu IFC 2×3”, ale z drugiej „wykonawca jest zobowiązany do realizacji przedmiotu zamówienia wykorzystując oprogramowanie kompatybilne z narzędziami zamawiającego”. Zapisy tego typu, doprowadziły do sytuacji, w której branżyści pracujący na innym oprogramowaniu niż wskazane w wymaganiach, importowali pliki IFC do narzędzia używanego przez zamawiającego (a właściwie podzlecali to zadanie, bo sami nie byli w posiadaniu takiego oprogramowania) i zapisywali je w odpowiednim formacie, aby uzyskać kompatybilny plik natywny. Czy w takim przypadku BIM może się udać? Nie.
Dodatkowo, w przypadku zamówień publicznych, wskazanie formatu powiązanego konkretnym oprogramowaniem, stanowi najczęściej naruszenie zasad uczciwej konkurencji.
Spotkaliśmy się także z przypadkiem bezrefleksyjnego kopiowania zapisów, nie tylko z EIR do EIR, ale nawet z BEP do EIR. Co prawda są one ściśle powiązane, ale stanowią odrębne dokumenty. W odpowiedzi na jedne wymagania zamawiającego (EIR), może powstawać wiele prawidłowych odpowiedzi (BEP), co do zasady bardziej szczegółowych i zależnych od sposobu pracy wykonawcy.
Wymagania powinny być dostosowane do konkretnej inwestycji i nie można bezmyślnie powielać zapisów z jednego projektu do drugiego. Kopiowanie, powoduje nie tylko sprzeczności (powstaje „sklejka” różnych zapisów), ale jest także przejawem braku poszanowania własności intelektualnej.
Problematyczne mogą być również zbyt wysokie wymagania względem potrzeb projektu. Dotyczy to głównie poziomu szczegółowości modelu. Warto zastanowić się czy na pewno potrzebny będzie np. LOD400, generujący duży nakład pracy (a więc i kosztów) oraz zmniejszający efektywność modeli. Z zaleceń powstałych w kraju dużo bardziej zaawansowanym we wdrożeniu metodyki BIM niż Polska (chodzi tu dokładnie o brytyjski dokument BIM AEC UK*), możemy dowiedzieć się, że w przypadku wątpliwości dotyczących poziomu LOD powinno stosować się niższy poziom szczegółowości geometrycznej, aby nie obciążać nadmiernie modelu.
Przejawem nieświadomości wydaje się być wymaganie od projektantów opracowania dokumentacji w formule BIM Level 3. Poziom ten nie został jeszcze osiągnięty w Wielkiej Brytanii, która stawiana jest często za wzorzec w procesie wdrażania BIM.

*AEC (UK) BIM Technology Protocol, V. 2.1.1, June 2015

BIM na sztukę

Kolejnym aspektem na jaki trzeba zwrócić uwagę jest umowa. Zetknęliśmy się z przypadkiem, gdzie zamawiający narzuca terminy umowne, które są trudne do osiągnięcia nawet przy tradycyjnym procesie projektowym co znacząco utrudnia wykonanie rzetelnej dokumentacji BIM.
Zdarza się także, że wykonawca pracujący wyłącznie w 2D podpisuje umowę z wymogiem BIM, a budowanie modelu 3D zleca podwykonawcom. W takim procesie informacje pomiędzy wykonawcą (który projektuje), a podwykonawcą (który modeluje) wymieniane są w formie podkładów 2D (często nieaktualnych), a dokumentacja projektowa przeważnie nie jest generowana z modelu, tylko powstaje w oderwaniu od niego, co powoduje szereg rozbieżności, na które remedium miało być właśnie wykorzystanie BIM. Model powstaje na tzw. sztukę – jest wymagany więc zostanie utworzony, ale czy zostanie do czegokolwiek wykorzystany?
Występują także sytuacje, gdzie, pomimo że BIM nie jest zawarty w umowie, model i tak jest wykonywany. Zamawiający i pozostali projektanci albo o tym nie wiedzą (model wykorzystywany tylko wewnętrznie w obrębie jednego przedsiębiorstwa) albo służy jedynie do celów wizualizacyjnych i marketingowych.

Współpraca popłaca

Jeśli w umowie nie ma słowa o BIMie i nie sporządzono EIR to naturalnym jest, że nie powstanie także BEP, czyli podstawowy dokument, w którym zawarte są zasady modelowania, którymi powinni kierować się projektanci. Tam, gdzie nie ma standardów modelowania, każdy pracuje po swojemu. W rezultacie, może okazać się, że np. poszczególne branże są od siebie odsunięte o kilometry, bo projektanci zlokalizowali swoje modele w różnych współrzędnych czy nie zgadzają się zakresy kondygnacji. Modyfikowanie schematów eksportu do IFC pomiędzy wydaniami projektu powoduje, że nie można odnaleźć zmian pomiędzy kolejnymi wersjami modelu.
Brak zastosowania odpowiedniego schematu wymiany informacji skutkuje pracą na nieaktualnych danych, a w rezultacie wprowadzaniem poprawek i niepotrzebną stratą czasu. Niezdefiniowanie punktów zrzutu danych powoduje, że modele przekazywane są w różnych terminach co utrudnia ich weryfikację.
Powyższe przypadki ograniczają wykorzystanie głównych i najbardziej oczywistych atutów stosowania BIM, czyli możliwości wyszukiwania i rozwiązywania kolizji oraz całościowego analizowania obiektu na etapie projektowym. Podobna sytuacja może zaistnieć, gdy BEP zostaje wdrożony za późno, a nieświadomi projektanci, zdążyli już rozpocząć modelowanie.

Podsumowując, na polskie standardy będziemy musieli poczekać, ale nie oznacza to, że efektywne korzystanie z metodyki BIM jest w tej chwili niemożliwe. Przede wszystkim, należy ją poznać, zrozumieć i być otwartym na zmiany. Powyższymi zagadnieniami wchodzimy powoli w ostatnią grupę problemów, które chcielibyśmy poruszyć. Jeśli procesy są prawidłowo zdefiniowane to pozostaje jeszcze czynnik ludzki i to on decyduje często o powodzeniu lub klęsce realizowanego przedsięwzięcia.

Sylwia Trybek
Joanna Karkoszka
M.A.D. Engineers

Leave a comment
More Posts
Comments
Comment