28 Sie 2019

Czy certyfikacja BIM Manager-a jest potrzebna?

Ostatnio pojawił się w branży nowy zawód. Dla

28 Sie 2019

Ostatnio pojawił się w branży nowy zawód. Dla uproszczenia dalszego wywodu nazwijmy go Managerem BIM, choć przybiera różne nazwy: Koordynatora BIM, specjalisty BIM, Managera Informacji, Managera Informacji BIM i konfiguracje wymienionych. W związku z tym coraz częściej podnoszone są głosy, że należy rozpocząć certyfikowanie osób, które mają pełnić tą funkcję. Przy okazji tej dyskusji warto zadać sobie choć kilka pytań, bo nasuwa się ich sporo. Czy to dobry czas na podjęcie takich działań? Czym miałyby się charakteryzować osoby dedykowane do pełnienia funkcji Managera BIM? Co certyfikat miałby wnieść do realizacji inwestycji budowlanych? I wiele innych.

Na początek jednak zastanówmy się nad tym, co osoba pełniąca funkcję Managera BIM robi na projekcie (sprawę budowy póki co zostawmy bo tam sytuacja jest nieco bardziej zawiła). Jakie są jej obowiązki? Za co tak naprawdę odpowiada? I przede wszystkim: przed kim i czym odpowiada? Analizując dotychczasowe wymagania stawiane Managerom BIM zajmują się oni przede wszystkim szeroko pojętym nadzorem nad tym, aby model BIM (w idei jest to pojęcie tożsame z „projekt BIM”, jako, że model jest jego odzwierciedleniem) powstawał zgodnie z oczekiwanym standardem. Stąd biorą się wymagania dotyczące weryfikacji kolizji czy nadzoru, aby w modelu panował szeroko pojęty „ład i porządek”. Zarządzają też danymi (modelami) BIM na różnego typu platformach, które wrzucone są do worka z etykietą „CDE”.

Jakie więc umiejętności trzeba posiadać, żeby móc prawidłowo i efektywnie wykonywać te zadania? Na pewno trzeba znać oprogramowanie, które może służyć wspomnianym weryfikacjom. Warto również wiedzieć chociaż co nieco na temat oprogramowania do projektowania (np. żeby wiedzieć co da się w nich uzyskać, a czego nie lub jest to nieadekwatnie czasochłonne lub pracochłonne). W postępowaniach publicznych konieczna jest znajomość formatu IFC, w prywatnych (lub gdy poruszamy się jedynie w środowisku natywnym) często wystarczy znajomość pakietu Autodesk Revit. Wiedza na temat możliwości oprogramowania konieczna jest również do określenia informacji, które znajdą się w modelach, wcześniej znajdując swój opis w Planie Realizacji BIM. Bazując na tej wiedzy Manager BIM powinien znaleźć sposób, który pozwoli dobrać odpowiednie dla danego zadania sposoby komunikacji. Jak można zauważyć żadne z wyżej wymienionych działań nie ingeruje w pracę czysto projektową. Osoba ta nie opiniuje rozwiązań projektowych a jedynie dogląda, aby ich przedstawienie w postaci modelu spełniało określone standardy.

Czy więc uprawnienia budowlane są takiej osobie potrzebne? To pytanie nie jest bezzasadne. Środowisko nie jest zgodne w tej kwestii. Z jednej strony Izba Architektów Rzeczpospolitej Polskiej podnosi głosy, że owszem (ich uzasadnienie można przeczytać tutaj). Z drugiej strony w uzasadnieniu opinii [1] dotyczącej zasadności wniosku o włączenie kwalifikacji rynkowej „Certyfikat BIM Manager” do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji można przeczytać wprost, że „Nie należy wymagać uprawnień budowlanych jako, że odpowiedzialność za przyjęte rozwiązania projektowe spoczywa na projektancie, podobnie jak realizacja robót na kierowniku budowy oraz inspektorze nadzoru”. Zwrócić uwagę należy, że konieczność posiadania certyfikatu zezwalającego na działalność w zakresie pełnienia samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie wiąże się ściśle z tym, jakiej wagi są to opracowania lub prace. Projektant odpowiada za stateczność i bezpieczeństwo konstrukcji, zgodność z normami, wytycznymi zawartymi w rozporządzeniach i całej masie innych dokumentów. Ich spełnienie pozwala sądzić, że wybudowany obiekt będzie spełniał rolę, do jakiej został zaprojektowany a ponieważ inwestycja jest działaniem drogim i angażującym wiele podmiotów błędy karane są odpowiedzialnością finansową lub nawet więzieniem. Tak było np. w przypadku najgłośniejszej katastrofy budowlanej ostatnich lat – zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich z 2006 roku, gdzie projektant został pociągnięty do odpowiedzialności z art. 163 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego: „Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać (…) zawalenia się budowli, zalewu albo obsunięcia się ziemi, skał lub śniegu (…) podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Ciężko jednak błędy związane z niepoprawnym modelem stawiać na równi z tego typu zaniedbaniami (model jest tylko odzwierciedleniem wybranego przez projektanta rozwiązania). Gdyby przenieść sytuację odpowiedzialności za model na specyfikę CAD 2D to praca „Managera CAD” dotyczyłaby np. tego, czy z danego rzutu da się odczytać wymiary pomieszczenia a nie tego, czy są wystarczające do tego, by zorganizować w nim łazienkę dla niepełnosprawnych. Nawet umowy na prace projektowe (bardziej elastyczne na zmiany w środowisku niż prawodawstwo) z reguły nie przewidują kar „za BIM”, choć można znaleźć wyjątki. Dla przykładu we wzorze umowy w postępowaniu organizowanym przez Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania m. st. Warszawy czytamy: „Z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania przedmiotu Kontraktu Zamawiający może żądać od Wykonawcy zapłaty: (…) za brak wydania Modeli zgodnie z Załącznikiem BIM – w wysokości 50.000 zł za każdy dzień zwłoki, aż do wykonania tego obowiązku”. Modele traktowane są (być może niestety) jedynie jako dodatek do projektu i póki ich status nie wymknie się z poziomu, na jakim obecnie znajduje się między innymi przedmiar („podane ilości należy traktować jedynie informacyjnie”) można pokusić się o wniosek, że posiadanie uprawnień nie powinno być obligatoryjne, podobnie jak ma to miejsce np. w przypadku kosztorysantów (psz.praca.gov.pl, budnet.pl).

Kończąc wątek uprawnień budowlanych dyskusyjny zostaje jeszcze jeden aspekt poruszony we wspomnianej opinii [1]: „Należy określić czas trwania, sposób odbywania oraz dokumentowania praktyki zawodowej” Managera BIM. W kolejnym zdaniu jednak czytamy, że „Posiadanie uprawnień budowlanych powinno zwalniać z obowiązku odbycia praktyki”. Ze względu na zakres działań podejmowanych przez Managera BIM oraz specyfikę jego pracy nie można tego doświadczenia przyrównywać z tym koniecznym do uzyskania uprawnień, bowiem nikt nie może zagwarantować, że uczestnictwo w projektowaniu wykonywanym tradycyjnie przygotowuje w jakikolwiek sposób do pracy na stanowiskach związanych z BIM czy pozwala zdobyć wiedzę z tego zakresu. Te dwie rzeczy mimo, że związane ściśle z budownictwem stanowią dwie zupełnie inne sprawy. To nieco tak, jakby komuś, kto posiada uprawnienia budowlane z zakresu projektowania konstrukcji od ręki przypisać wiedzę i doświadczenie konieczne do zdobycia takiego dokumentu w zakresie np. projektowania dróg.

Nadal jednak należy się zastanowić czy jakikolwiek branżysta powinien mieć wyłączność na możliwość pełnienia funkcji Managera BIM. Konieczność cyklicznej weryfikacji modeli (często co tydzień lub co dwa) pochłania sporo czasu. Nawet posiadając narzędzia, które automatyzują ten proces należy odpowiednio opisać zidentyfikowane problemy i rozesłać do odpowiednich osób. Niewątpliwie wiedza architektów o projekcie jest w większości przypadków największa ze wszystkich branżystów. Wyjątki mogą stanowić dość specjalistyczne inwestycje, jak rafinerie czy fabryki, gdzie szala przechyla się na stronę innych branż. Wiedza ta jest konieczna do tego, aby spojrzeć na projekt całościowo i móc zaproponować najkorzystniejsze rozwiązania. I tu dochodzimy chyba do sporego problemu. Stwierdzenie, że którakolwiek branża (z naciskiem na architektoniczną) ma największą wiedzę o projekcie (pełni funkcję głównego projektanta) ma głęboko zakorzenioną genezę. Praktyką jest, że to architekt stara się o zlecenie na projekt i po jego uzyskaniu podzleca wykonanie opracowań branżowych innym podmiotom. Często również cedzi informacje, które spływają od inwestora, traktując pozostałych branżystów bardziej jak rzemieślników aniżeli współtwórców. Takie postępowanie przeczy fundamentalnej idei BIM czyli współpracy, nawiązania niejako przymierza „ku osiągnięciu wspólnego celu” zamiast „przeciwko czemuś/komuś” lub „ku własnym celom”. Niestety poprawa stosunków w tym aspekcie wymaga diametralnych zmian w środowisku.

Wróćmy jednak do samego certyfikatu i procesu jego pozyskania. Dla przykładu niech będzie to wyrób budowlany. Przede wszystkim mamy normę, której wymagania należy spełnić i szczegółowe parametry danego wyrobu. Tą rolę w procesie BIM mogłyby pełnić warunki udziału w postępowaniu (czyli zdolność techniczna i zawodowa osoby kierowanej na to stanowisko) oraz wymagania BIM (które określają zakres działań, których podjęcia wymaga się podczas realizacji konkretnego zadania). W przypadku warunków udziału stosunkowo łatwo znaleźć wspólny mianownik dla większości zamówień. Będzie to wykształcenie wyższe w zakresie budownictwa lub architektury. Nie ulega wątpliwości, że ten wymóg jest jak najbardziej słuszny – wiedza z tego zakresu jest niezbędna, aby w ogólne móc zrozumieć przedmiot zamówienia i posługiwać się terminami z zakresu budownictwa. Coraz popularniejsze przy okazji wymagań dotyczących zdolności technicznej i zawodowej pojawiają się ukończone kursy lub szkolenia w zakresie BIM. Rodzi to podobny problem jak sam certyfikat na Managera BIM – kursy te nie są w żaden sposób ustandaryzowane. Nawet programy studiów podyplomowych z zakresu BIM są różne w zależności od uczelni, która je organizuje, a nawet od rocznika. Nie ma to nic wspólnego z zapisami norm, które są niezależne od tego, jaki wyrób poddamy analizie jeśli tylko należy do odpowiedniego (będącego przedmiotem normy) typu produktów. Same wymagania BIM, czyli parametry naszego „wyrobu”, tylko pogłębiają ten problem, bowiem są inne prawie za każdym razem. Nawet jeśli wykorzystywane są te same zapisy (co zdarzało się co najmniej kilkukrotnie i można wnioskować, że będzie to coraz częstsza praktyka) istnieje duże prawdopodobieństwo, że te same wymogi będą realizowane w nieco inny sposób. Określenie więc wspólnego mianownika w tym wypadku wydaje się wręcz niemożliwe. Rozwiązaniem tego problemu może się okazać określenie wymagań dla Managerów BIM nie na poziomie minimum jak w przypadku norm, ale maksimum przyjmując zasadę, że jeśli ktoś je spełni to da sobie radę niezależnie od projektu. Byłoby to dobre dla środowiska ponieważ z czasem wyhodowalibyśmy rasowych specjalistów. Z drugiej strony należy jednak postawić niebagatelnie duże ryzyko, związane choćby z finansowaniem inwestycji bo konieczność zatrudnienia kogoś o tak wysokich kwalifikacjach w niektórych przedsięwzięciach byłoby tym samym, co zatrudnienie Stevena Howkinga do nauczania fizyki w liceum. Jeśli rozważyć nie tylko projekt, ale również realizację robót zakres wymaganej wiedzy mógłby objąć tą równoważną posiadaniu uprawnień we wszystkich branżach, biegłości w prawie, zamówieniach itd. Zmierza to oczywiście do pewnego rodzaju absurdu. Dziś, kiedy wiedza z jednej tylko dziedziny potrafi przewyższyć całą wiedzę o świecie z epoki renesansu bardzo trudno być jak Leonardo da Vinci (niestety).

Skoro więc wymagamy szerokiego wachlarza wiedzy (być może na pewnym etapie nie do pojęcia przez jednego człowieka, który dodatkowo musi pracować i czasem się przespać) należy dopuścić możliwość, że do realizacji zadań BIM powinniśmy dedykować nie jednego Kowalskiego, ale cały ich zespół, który wzajemnie by się uzupełniał i przy okazji wymieniał wiedzą w naturalny sposób poszerzając swoje kompetencje i aktualizował posiadane informacje. Bo nie ulega wątpliwości, że obecnie narzędzia, możliwości i praktyki BIM ewoluują tak szybko, że łatwo o przeoczenie czegoś ważnego. Czy w tak dynamicznym środowisku nawet posiadanie certyfikatu gwarantowałoby nam, że Kowalski zapewni nam najwyższą jakość projektu BIM? Czy zdobyta na kursie wiedza po kilku latach nie stałaby się w sporej części przestarzała (nowe możliwości narzędzi, nowe formaty, kolejne publikacje, normy i standardy)? W sporej części na pewno, podobnie jak miało to miejsce w samym budownictwie, bo kto dziś wybiera do realizacji np. sklepienie odcinkowe, o którym pisał np. Wacław Żenczykowski, jeśli ma do wyboru wiele tańszych i szybszych rozwiązań? A weźmy pod uwagę tempo transferu wiedzy czy jego zakres dziś – jest nieporównywalnie większe niż kilkadziesiąt lat temu, kiedy po raz pierwszy wydano „Budownictwo ogólne”. I zakrojone na szerszą skalę bo wszyscy mieszkamy w jednej, globalnej wiosce. Wiedzę o BIM należałoby więc aktualizować co jakiś czas, podobnie jak robimy sprawdzając co kilka lat, czy nie ma przeciwwskazań do tego, abyśmy nadal wykonywali swoją pracę. Dziś zdobyty świstek, jutro – w nowych realiach – może już nie wystarczyć. To rozwiązanie jednak znów rodzi kolejne problemy. Najbardziej prozaiczny dotyczy natury czasowo-organizacyjnej takiego przedsięwzięcia. Bo zanim nie powstaną odpowiednie (zatwierdzone programowo przez jednostkę certyfikującą), kursy na bazie nowych narzędzi oraz nie przeszkoli się kadry tutorów rozwiązania te znów nie staną się przestarzałe lub nie znikną z rynku zastąpione czymś lepszym? Albo szkoleniowcy po pozyskaniu dodatkowej wiedzy nie zechcą stać się częścią rynku Managerów BIM, na których popyt (zdaje się) będzie rósł w miarę wdrożenia BIM w Polsce? Póki co zostaje nam chyba jedynie zdać się na samodoskonalenie, kursy i wymianę doświadczeń bo to one przynoszą najlepsze efekty i nie są obarczone taką bezwładnością jak ogólnopolskie inicjatywy wymagające określenia uniwersalnych zasad i standardów. Te jednak, jak wiadomo, są na horyzoncie od lat ale mimo upływu czasu tak samo jak horyzont wydają się niemożliwe do osiągnięcia. Chyba powinniśmy zacząć od tego „standardu” a dopiero potem uczmy jego stosowania ludzi.

Karolina Wróbel
M.A.D. Engineers

[1] 

  Uzasadnienie wniosku „Certyfikat BIM Menedżera” (336,5 KiB, 70 hits)

[2] 

  Stanowisko Izby Architektów dla wniosku na "Certyfikat BIM Menedżera" (1,6 MiB, 52 hits)

Leave a comment
More Posts
Comments
  1. KatarzynaWolek Sierpień 29th, 2019 9:38AM

    Mam bardzo podobne spostrzeżenia. Jako architekt muszę przyznać, że nasze środowisko często przejawia tendencję do przeceniania swojej wiedzy i umiejętności, mimo, że projektowanie jest grą zespołową i tylko rzeczywista współpraca między wszystkimi uczestnikami procesu inwestycyjnego daje najlepsze efekty. Nie chodzi tu tylko o współpracę między projektantami różnych branż, ale też o współpracę projektanta z inwestorem i wykonawcą. Każdy z nich analizuje projekt pod innym kątem i tylko podejście ze zrozumieniem do racji innych stron pozwala na uzyskanie wyniku satysfakcjonującego wszystkich. Wydaje mi się, że BIM Menager powinien posiadać umiejętność odczytania oczekiwań tych wszystkich osób, bo tylko w ten sposób można realnie stwierdzić czy model BIM odpowiada celowi dla jakiego jest tworzony. Każdy projekt jest inny i nie da się narzucić jednego schematu oceny poprawności, więc konieczna są duże umiejętności fachowe żeby temu podołać. W przypadku bardziej skomplikowanych technicznie projektów nie ma możliwości, żeby funkcję BIM Menagera pełniła jedna osoba, bo nie da się sprawdzić pewnych funkcjonalności czy poprawności modelu w zakresie specyficznym dla danej specjalności, nie posiadając wiedzy na ten temat. Moim zdaniem BIM Menager to funkcja interdyscyplinarna i absolutnie nie tożsama z wiedzą i umiejętnościami, które posiada projektant jakiejkolwiek branży, więc bezpośrednie przenoszenie uprawnień projektowych na funkcję BIM Menagera jest całkowitą pomyłką.

Comment