11 Sty 2016

BIM: fakty i mity

Niniejszy artykuł jest próbą subiektywnego omówienia głównych

11 Sty 2016

Niniejszy artykuł jest próbą subiektywnego omówienia głównych aspektów środowiska BIM i jego implementacji w procesach budowlanych. Nie znajdziecie w tym tekście próby realizacji celów marketingowych, czego zapewne się „obawiacie”. Skupimy się za to na zasygnalizowaniu kierunków zmian na rynku realizacji inwestycji (w tym na rynku projektowym), związanych z tym pojęć (lub ich braku) oraz dylematów merytorycznych i organizacyjnych. Pamiętajmy, że mówimy o dziedzinie, która w Polsce dopiero raczkuje. Choroby wieku dziecięcego są więc nieuniknione.

Aspekty dotyczące pracy projektowej w środowisku BIM zostały w niniejszym opracowaniu zebrane, podzielone według funkcjonalności i przedstawione z uwzględnieniem właściwych proporcji ważności w procesie realizacji zwykłej inwestycji budowlanej. Nie będzie tu z założenia podziału na inwestycje prywatne i publiczne, gdyż sama idea BIM odnosi się do każdego typu przedsięwzięcia. Nie będzie także podziału i kategoryzacji narzędzi dla BIM (czyli oprogramowania), a już zwłaszcza porównań tychże. Jak każda technologia, także i technologia BIM podlega nieustannym ulepszeniom i koncentracja na status quo w danym okresie odwraca uwagę od o wiele istotniejszych zagadnień procesu poprawy efektywności przemysłu budowlanego. Bo właśnie o tę brakującą efektywność chodzi. Nie zakładajmy oczywiście, że BIM miałby być panaceum na wszystkie trudności w realizowaniu kontraktów budowlanych. Chciałbym natomiast, aby niniejszy tekst stanowił sygnał o zmianach, które zostaną wymuszone prędzej czy później. Jeśli nie przez naszych polityków czy organizacje inżynierów, to być może przez władze UE, a już na pewno przez inwestorów, świadomych trendów światowych i dbających o swoje decyzje ekonomiczne. Inwestor XXI wieku, czy to prywatny, czy publiczny, chce widzieć odpowiedzialność ekonomiczną i ekologiczną osób i firm, odpowiedzialnych z kolei za realizację jego inwestycji.

Podstawowe pojęcia i definicje 

Właściwie zacząć by można od dowolnego kamyka w mozaice środowiska BIM, ale rozsądniejsze będzie luźne nawiązanie do chronologii procesu projektowo-budowlanego jako struktury organizującej. Inaczej artykuł wymknie się spod kontroli, o każdym aspekcie jest bowiem wiele do powiedzenia. Aby jednak nie utracić uwagi już na samym początku, wypadałoby zacząć od wyjaśnienia kilku podstawowych pojęć.

Pojęcie 1:
BIM (Building Information Modelling)
Samych definicji BIM jest już co niemiara, nie będziemy się więc zastanawiać nad ich sofizmatami i meandrami, pozostańmy przy najbardziej prostej: wirtualne przedstawienie informacji o budynku, zarówno geometrycznej, jak i niegeometrycznej (tekstowej/czasowej/ finansowej itp.). W praktyce oznacza to wymodelowanie i opisanie całego obiektu w software na komputerze, zanim zostanie on zbudowany w rzeczywistości. Dobrze, mamy zatem budynek w przestrzeni wirtualnej na komputerach jednego lub więcej projektantów i co dalej? Ano, teraz zaczyna się robić ciekawie – trzeba się jakoś podzielić nagromadzonymi informacjami.

Pojęcie 2:
Projektowanie zintegrowane IPD (Integrated Project Delivery)
Projektowanie zintegrowane to spoiwo łączące wirtualne modele z procesami budowlanymi, począwszy od pierwszych specyfikacji i założeń projektu, poprzez proces projektowy, uzgodnienia z urzędami, prace na terenie budowy, a skończywszy na przekazaniu obiektu z gotową dokumentacją inwestorowi i zarządcom jego inwestycji, z danymi i zaleceniami na okres eksploatacji. Ujmując w skrócie: BIM jest procesem modelowania, zaś IPD jest procesem wymiany informacji zawartej w modelu i jej wykorzystania na okres całego życia obiektu. Aby tak się stało, musi nastąpić interaktywny proces projektowy.

Pojęcie 3:
Interoperacyjność (interoperability)
Jeśli w kooperacji z innymi projektantami i pozostałymi przywołanymi inżynierami nie stosujemy oprogramowania jednego producenta (a tak na ogół jest, bo nie ma obowiązku użycia akurat danego typu software’u), to prędzej czy później musimy komuś przesłać pliki naszego modelu lub od kogoś jakieś otrzymać. Zapewniają to formaty otwarte, niezwiązane z żadnym producentem software’u, a tym samym gwarantujące obsługę tych samych projektów przez lata. Bo o to właśnie chodzi: zacząć myśleć nie o projektach jako o własnych produktach, ale o budynku jako produkcie końcowym, razem z jego okresem zarządzania i użytkowania (Operation & Management, patrz rys. 1).

Podział kosztów w cyklu życia budynku dla okresu 40 lat
Rys. 1. Podział kosztów w cyklu życia budynku dla okresu 40 lat

Pojęcie 4:
Kalkulacja cyklu życia obiektu (Life Cycle Assessment) W tym miejscu wchodzą do gry specjaliści branży Facility Management (FM, zarządzanie obiektem). Zakładając, że inwestor nie zamierza jak najszybciej sprzedać obiektu i pozostaje jego operatorem, będzie najprawdopodobniej zmuszony przez lata (dziesięciolecia) aktywnie korzystać z wirtualnego modelu budynku w celu obsługiwania jego fizycznego odpowiednika. W obliczu zmieniającej się co roku albo częściej technologii, jedynym gwarantem dostępu do zasobów projektowych obiektu pozostają formaty otwarte (plików), kompatybilne we wszystkich kierunkach. Nikt nie jest w stanie dziś przewidzieć, na jaki pomysł może wpaść prywatny lub nawet korporacyjny producent software’u, gdy rynek zacznie na nim wymuszać jakieś zmiany strategii. A taki model będzie jeszcze nieraz „rozebrany na części” w celach optymalizacji użytkowania obiektu, oczywiście o ile inwestorowi naprawdę zależy, by zrobić dobry użytek ze swoich ulokowanych pieniędzy. Ponieważ inwestorowi publicznemu powinno zależeć najbardziej (w końcu robi coś dla społeczeństwa za pieniądze podatników…), więc nic dziwnego, że na przykład brytyjski rząd zapoczątkował oficjalną implementację BIM na drodze ustaw i regulacji, a przede wszystkim – na drodze starannie zaplanowanego procesu [1] (patrz rys. 2).

Rys. 2. Diagram stopni implementacji BIM/IPD, hamonogram wprowadzenia przyjęty oficjalnie przez rząd w Wielkiej Brytanii (tzw. UK government BIM roadmap)

Rys. 2. Diagram stopni implementacji BIM/IPD, hamonogram wprowadzenia przyjęty oficjalnie przez rząd w Wielkiej Brytanii (tzw. UK government BIM roadmap)

Diagram implementacji BIM/IPD

Schemat „Dojrzewania” zaproponowany przez Marka Bewa i Mervyna Richardsa w 2008 roku (na rys. 2 prezentujemy najbardziej aktualną wersję z roku 2013) jest graficznym przedstawieniem koncepcji rozwoju zintegrowanego procesu projektowania i realizacji przedsięwzięć budowlanych. Poziomy 1, 2 i 3 mają ten sam cel: dostarczenie najlepszej jakości informacji na budowę i zarządzanie projektem oraz realizacją przedsięwzięcia od koncepcji, poprzez cały cykl życia, aż do rozbiórki. Przy czym zakłada się, że wynikowe, zweryfikowane informacje o budynku zostaną przekazane inwestorowi i dzięki ich wykorzystaniu umożliwią oszczędności także na etapie eksploatacji (koszty operacyjne związane z utrzymaniem obiektu).
Poziom 0 – niezarządzalny CAD, najczęściej 2D, „mechanizmem” wymiany danych jest papier.
Poziom 1 – zarządzany CAD w formacie 2D lub 3D z wykorzystaniem standardu BS1192: 2007 i narzędzi współpracy we wspólnym środowisku danych. Możliwych kilka standardowych struktur danych i formatów. Dane handlowe zarządzane przez samodzielne pakiety finansowe i kosztorysowe, bez integracji.
Poziom 2 – zarządzane środowisko 3D, projekty realizowane w oddzielnych dla branż narzędziach BIM. Dane handlowe zarządzane przez systemy ERP. Integracja na podstawie własnych interfejsów software’u lub oprogramowania pośredniczącego (ang. middleware). Podejście może wykorzystywać dane dotyczące czasu 4D i elementów kosztów 5D.
Poziom 3 – całkowicie otwarty proces integracji danych umożliwiony przez formaty IFC/IFD. Zarządzanie projektem we współpracy pomiędzy branżami, realizowane na skonfederowanych modelach dotępnych poprzez serwer. Może być uznane za zintegrowane BIM (ang.integrated BIM, iBIM). Potencjalnie możliwe prowadzenie wielu równoczesnych procesów inżynierskich.
Schemat ma otwarte zakończenie i nie ogranicza się do żadnej konkretnej liczby poziomów, nie wiadomo bowiem jaki będzie dalszy postęp. Poziom 2 (BIM level 2) został przyjęty w Wielkiej Brytanii jako wymagany do stosowania we wszystkich projektach realizowanych w ramach zamówień publicznych od roku 2016. Według wypowiedzi Mervyna Richardsa: oszczędności w procesie budowlanym mogą zostać osiągnięte poprzez wzmożoną współpracę oraz w pełni zarządzany i kontrolowalny proces – dostarczania i administrowania informacją oraz zarządzania modelem i rozwojem inwestycji. Jeśli kontrolujesz informacje, kontrolujesz projekt.
***
Mervyn Richards jest niezależnym konsultantem w zakresie stosowania i wdrażania procesów oraz procedur na różnej wielkości projektach. Zaangażowany jest również w rozwój praktyki i procedur w zakresie budownictwa. Mark Bew jest przewodniczącym Grupy Zadaniowej Budownictwo (Construction Task Group) dla rządu Wielkiej Brytanii. Obaj przez wiele lat pracowali przy wdrażeniu procedur BIM.
Wykorzystano fragmenty publikacji z magazynu Excitech House (2014)

Kategoryzacja aspektów według chronologii

Po wyjaśnieniu podstawowych pojęć wróćmy na ścieżkę chronologii. Wspomniany przed chwilą rząd Zjednoczonego Królestwa wyznaczył co prawda kilka cezur, które chciałoby się przejąć 1:1, niestety mamy specyfikę innego języka i ona jeszcze kilkakrotnie pokrzyżuje nam nieco szyki. Pozostańmy zatem w polskich realiach, ale z pomocą niektórych brytyjskich doświadczeń.

Aspekt 1: Wymagania inwestora
Każdy projekt zaczynamy od wymagań inwestora, czyli brytyjskich EIR (Employer’s Information Requirements) – po naszemu SIWZ. Na dobrą sprawę jest to podstawowy dokument – podstawa jakiegokolwiek działania. Tyle że zapisana językiem, którego żaden komputer nie chce przełożyć na bity oprogramowania dla projektantów. Czyli mamy pierwszy zgrzyt w machinie IPD. Dlaczego IPD a nie BIM? Ponieważ będziemy się starali powoli odejść od samego pojęcia BIM (mimo wyraźnego tytułu artykułu i ogólnie panującego rozgłosu) w kierunku podkreślenia kooperacji i wspólnego działania uczestników procesu inwestycyjnego. A dlaczego niby? Cóż, tutaj potrzeba pewnej dygresji…

Dygresja 1
Całe, sterowane technologicznie środowisko projektowo-wykonawcze w budownictwie o nazwie BIM czy też IPD (a czasem także IDDS – Integrated Design Delivery Solutions [2]) można, jak chętnie stosowany przez analityków finansowych tort (pie chart), podzielić na pola obrazujące procent ważności występowania. Jedna z definicji tego środowiska, z którą sympatyzuję najbardziej, przypisuje samej technologii (software dla procesów budowlanych i jego wybór) około 10% wkładu w omawiane zjawisko. Kolejny, dość pokaźny, bo 40-procentowy kawałek tortu zabiera sposób użycia tejże technologii (modelowanie, analizy, symulacje, wizualizacje, interoperacyjność, kosztorysowanie, harmonogramy, zestawienia itp.). Natomiast największy kąsek, połowę całego przysmaku, stanowi kooperacja i współdziałanie – procesy zupełnie nietechnologiczne (rys. 3 i 4). Dodajmy, że powinna to być kooperacja prowadzona w czasie rzeczywistym, osobista lub w ramach wideokonferencji kilku uczestników (polecam tutaj Google Hangouts bądź Skype), ostatecznie telefonu, ale nie e-maili (mających zbyt małą skuteczność czasową przepływu informacji), z natychmiastowym i każdorazowym wspólnym rozwiązaniem kolejnego zadania. Powyższa „wrzutka” dygresyjna jest objętościowo może dość mizerna, ale sprowadza się ona niestety do bardzo poważnej konkluzji: być może wskutek tych zmian jedno pokolenie projektantów wpadnie pomiędzy szprychy historii. Piszę to z pełną świadomością konsekwencji: niektórzy uczestnicy procesów budowlanych nie odnajdą się w nowej rzeczywistości, i będą wśród nich także architekci. Całe szczęście, że zmiany paradygmatów myślenia nie są zależne od wieku zainteresowanych, ale od otwartości w głowach, chociaż skorelowane są jednocześnie z gotowością odstąpienia (przynajmniej czasami) od własnego ego, zwłaszcza w wysoce technologicznych i zorientowanych na ekonomię środowiskach. Nadchodzą poważne zmiany w procesach realizacji inwestycji, a zmiana będzie ich jedyną stałą. Im wcześniej się na to nastawimy, tym lepiej. Resztę czarnych scenariuszy pomińmy milczeniem.
Dla tych zaś architektów, którzy wykorzystają szansę, jaką daje im nadchodzące „nowe” – otwierają się możliwości aktywnego kształtowania procesów IPD. Nie ma bowiem innej profesji budowlanej o tak „niskiej inżyniersko”, a jednocześnie tak multidyscyplinarnej specjalizacji, mogącej dzięki temu ogarnąć taki szeroki zakres coraz bardziej skomplikowanych aspektów tychże procesów, jak architekci.
Potrzeba jedynie dalszej nauki, ale to przecież bułka z masłem dla mistrzów zawodowego samodoskonalenia (uśmiech! – przyp. aut.). Wróćmy jednak do chronologii, bo czas nagli a materiału do lektury i przemyślenia sporo.

Rys. 3. Technologiczna strona projektowania zintegrowanego IPD: proces + software, źródło: autor

Rys. 3. Technologiczna strona projektowania zintegrowanego IPD: proces + software, źródło: autor

 

Rys. 4. Merytoryczna strona projektowania zintegrowanego IPD: ludzie + technologia, źródła: [3]

Rys. 4. Merytoryczna strona projektowania zintegrowanego IPD: ludzie + technologia, źródła: [3]

Aspekt 1, c.d.
Finalizując kwestię wymagań inwestorskich: SIWZ wymaga integracji w holistycznym procesie realizacji inwestycji budowlanej. Najchętniej widzielibyśmy to w procesie interaktywnym, w obie strony – do i od modelu. Aby to było możliwe, potrzebne są jednak normowane klasyfikacje nazewnictwa budowlanego, kompatybilne ze standardami komputerowymi software’u dla BIM. Wspomnimy o tym w dalszej części artykułu, bo takiej korelacji w polskim budownictwie jeszcze nie ma.

Aspekt 2: Core Group, czyli Grupa Podstawowa
Załóżmy, że zbiera się pewna grupa profesjonalistów, chcących wziąć udział w procesie projektowania i budowania jakiegoś obiektu. Nie będziemy wnikali w sposoby, jak do tego dochodzi, wszyscy czytający mniej więcej to wiedzą, podkreślmy jedynie fakt, iż strony postanawiają zastosować zasady procesów IPD. Co dzieje się w konsekwencji? Ujmijmy to w punktach, które uwzględniają funkcje Core Group, nawet te najbardziej radykalne:

01. Zanika pojęcie generalnego projektanta, co wynika z podniesienia roli projektantów branżowych do odpowiedzialności ekonomicznej za dotrzymanie Kosztu Docelowego, o którym dalej (patrz pkt 9 i 10). W innym przypadku architekt musiałby przejąć za projektanta branżowego odpowiedzialność za ekonomiczną ewaluację jego rozwiązań, np. instalacyjnych, co jest praktycznie niewykonalne.

02. Inwestor włącza się aktywnie jako członek grupy i jest jednym z decydentów – to jeden z najważniejszych tutaj punktów.

03. Kluczowi projektanci branżowi stają się równorzędnymi partnerami w Grupie Podstawowej, decyzyjnej.

04. Do Grupy dołącza manager BIM/IPD – po stronie projektowej może być nim architekt lub ktoś z zewnątrz, bądź zaufany, obeznany z tematem profesjonalista ze strony inwestora. Manager BIM powinien stać także po stronie wykonawcy, ale może to być również jedna i ta sama osoba

Nowy zawód: Manager BIM jest odpowiedzialny za proces przepływu właściwej digitalnej informacji o budynku między stronami procesu – jest „strażnikiem jakości”. Jego dodatkowa rola ton zapewnienie ewaluacji otrzymanej informacji pod względem kosztów, harmonogramów i wszelkich koniecznych uwarunkowań, np. środowiskowych lub energetycznych.).

05. Członkowie Grupy wypracowują w trakcie spotkań stan wzajemnego szacunku i zaufania – pomagają temu proceduralna i finansowa transparentność oraz deklaracja osobistych celów odnośnie realizacji inwestycji, a także bezstronność proceduralna i cyfrowe monitorowanie podjętych decyzji (rejestrowanie spotkań, warsztatów projektowych). Motyw wzajemnego zaufania pojawia się coraz częściej w studiach przypadków z całego świata.

06. Wszyscy inżynierowie-członkowie Grupy Podstawowej pracują w technologii BIM, niezależnie od używanego oprogramowania.

07. Grupa przyjmuje za podstawę prac tzw. plan zastosowania BIM, zawierający m.in. skład Grupy Podstawowej, informacje o projekcie i jego uczestnikach, cel i zadania projektu, kooperacyjny plan koordynacji, opis faz projektu, opis programu modelowania, listę planowanych modeli, ich części składowych, dane o precyzji poszczególnych faz modelowania, plan analiz modelu, plan procesu identyfikacji kolizji przestrzennych (Clash Detection), plan aktualizacji modeli składowych dla końcowego przekazania (inwestor musi otrzymać aktualny model As-Built), plan współpracy projektowej, listę docelowych formatów współpracy projektowej i formatów przekazania, procedurę spotkań koordynacyjnych (Design Charrette, patrz pkt. 12) oraz terminy przekazań. Dla przykładu: w naszym aktualnym projekcie jest to 15-stronicowy dokument, przygotowany na podstawie BIM Execution Plan Uniwersytetu Indiana [4]. Jest to forma, która wystarcza na lata początkowej implementacji BIM.

08. Architekt wypracowuje z inwestorem konceptualizację projektu w formie modelu wstępnego, począwszy od analiz funkcjonalnych, urbanistycznych i architektonicznych. Jest to faza powstania pierwszych decyzji projektowych, ale i zarazem ekonomicznych, będących początkowym materiałem do dyskusji.

09. Grupa wypracowuje w procesie konceptualizacji wielkość tzw. Kosztu Docelowego (Target Cost), bazującego na wskaźnikach budowlanych modelu wstępnego, intencji inwestora i przewidywanych przez niego nakładów finansowych (do tego celu istnieją już liczne opracowania i studia przypadków).

10. Grupa wypracowuje orientacyjny harmonogram działania i podział Kosztu Docelowego na: a) koszty jednostkowe poszczególnych grup robót (lub ogólnego kosztu wykonawstwa w przypadku generalnego wykonawcy), b) koszty obsługi projektowej (koszty samego projektu + koszty projektantów kontroli Kosztu Docelowego podczas procesu budowy + koszty urzędowe i rzeczoznawców), oraz c) rezerwę na zysk lub straty (poduszka finansowa, zwykle 5-10%).

11. Do Grupy dołącza na zasadzie konsultacji przedstawiciel potencjalnego wykonawcy, który zdeklarował gotowość wykonania obiektu za cenę ustaloną podczas wypracowania Kosztu Docelowego i uczestniczy w dalszych pracach nad powstawaniem projektu. Koszty jego konsultacji także muszą wejść w ogólny koszt inwestycji (Target Cost). Co do sposobu wyboru wykonawcy jest wiele dróg (prostszych w inwestycjach prywatnych, bardziej żmudnych w inwestycjach publicznych), musi on jednak jak najszybciej stać się członkiem Grupy Podstawowej z uwagi na jego wkład w decyzje projektowe.

12. Grupa pracuje na zasadzie warsztatów, tzw. Design Charrette. Jest to termin wzięty z praktyk paryskiej Szkoły Sztuk Pięknych w XIX wieku, gdy w czasie intensywnych sesji między pracującymi studentami krążył mały pojazd, zbierający owoce ich pracy – głównie modele – i rozwożący je do zaopiniowania i korekt. W najlepszym rozwiązaniu jest to rodzaj big room, gdzie czasowo zbierają się inżynierowie w celu wspólnego rozwiązywania zadań projektowych. Wspólna praca sprzyja dodatkowo budowaniu wzajemnego zaufania.

13. Grupa Podstawowa podpisuje jeden, wzajemny kontrakt wielostronny, zawierający m.in. wspólną intencję doprowadzenia do realizacji inwestycji przy zachowaniu Kosztu Docelowego (Target Cost), sposoby podziału zysku oraz wykorzystania poduszki finansowej w razie niedotrzymania kosztu (zgoda na wspólne ryzyko), zasadę transparentności wszelkich kosztów oraz zrzeczenie się wzajemnych roszczeń finansowych między członkami grupy (oczywiście odpowiedzialność wobec roszczeń osób trzecich pozostaje nienaruszona, także przejawy złej woli zostają wyłączone ze zrzeczenia się roszczeń) [5].

14. Grupa Podstawowa dokonuje stałej, wspólnej rewizji rozwiązań projektowych pod kątem ekonomiczności na zasadzie Target Value Design: ewaluacji finansowej i jakościowej rozwiązań z propozycjami rozwiązań alternatywnych, na które się muszą zgodzić wszyscy członkowie Grupy Podstawowej. Decydujący głos ma inwestor, który może w wyjątkowym przypadku podważyć decyzję innych, ale wtedy musi dojść do rewizji Kosztu Docelowego i wszystkich związanych z tym konsekwencji.

15. Działanie Grupy Podstawowej kończy się z chwilą urzędowego przekazania obiektu do użytkowania (jednocześnie modele As-Built i cała pozostała dokumentacja przekazywane są do zespołu zarządzania obiektem).

Z powyższego, niepełnego przecież(!), zestawienia funkcjonalności Grupy Podstawowej, zapewne widać, jak kluczową rolę odgrywa w całym procesie Koszt Docelowy inwestycji (projektu, budowy i obsługi obiektu). Tu kółko nieco się zamyka, wspomnieliśmy przecież na początku o zamierzonej poprawie efektywności procesów w budownictwie… A przecież doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że istnieją w wielu krajach siły w procesach budowlanych, które ani poprawy efektywności, ani tym bardziej transparentności kosztów, delikatnie mówiąc, nie oczekują. Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem. Mało tego: branża budowlana, w której straty sięgają (według wyliczeń amerykańskich, ale do zastosowania wszędzie) od 25% do 35% czasu i nakładów finansowych, pozostaje jedynym oficjalnym przemysłem z możliwością mało wykrywalnego prania pieniędzy. Dlatego tym bardziej można być pełnym podziwu dla brytyjskich polityków, że potrafili przeforsować tak zorganizowany proces oczyszczania i usprawniania budownictwa w UK. Istnieją też pojedyncze „akcje” biurokracji unijnej, ale jeszcze w mało przekonywującej formie, typu dyrektywa z 15 stycznia 2014 roku, na razie jedynie „zalecająca” użycie elektronicznego zapisu procesów projektowo-budowlanych, chociaż równocześnie definiująca wyimaginowany deadline na rok 2016.

Aspekt 3: Prawa autorskie i odpowiedzialność
Z istniejącego prawie 5 lat wątku na temat BIM (GoldenLine, grupa Architekci, [6]) wiemy, że prawa autorskie to jedno z podstawowych pytań do procesów zintegrowanych, jakie zadają projektanci, a szczególnie architekci. Z punktu widzenia software’u BIM do projektowania (tzw. BIM authoring software, o typach software przeczytaj w Aspekcie 7) sprawa autorstwa jest dość klarowna: każdy model przesłany komukolwiek w formacie IFC (Open BIM) jest nieedytowalny i pozwala zachować kompletne prawa autorskie jego twórcy, natomiast wysłanie danych w formatach tzw. natywnych (właściwych producentowi software’u) musi zostać dokładnie ustalone w umowach kontraktowych, jako że formaty te praw autorskich nie zabezpieczają z uwagi na dowolną edytowalność. Dodatkową, równie ważną sprawą jest odpowiedzialność zawodowa uczestników procesu IPD. Modele, przekazywane w edytowalnych formatach natywnych rozmywają możliwość jej egzekwowania i kontroli. Stąd zrozumiałe w takich przypadkach obawy architektów i projektantów branżowych o ochronę jakości własnej pracy. Inne kwestie autorstwa projektowego pozostają dokładnie w formie znanej z procesów tradycyjnych. Kwestia własności i autorstwa samego modelu jest taka, że model z reguły przechodzi na własność inwestora (będzie go potrzebował na cały okres eksploatacji obiektu), natomiast części składowe modelu podlegają prawom autorskim ich twórców. Zapisy te można modyfikować indywidualnie, do tego potrzebne jest jednak wypracowanie osobnych, zgodnych w duchem IPD, punktów kontraktu.

Aspekt 4: Rola architekta w procesach IPD
Im bardziej technologicznie i kooperacyjnie, tym bardziej nieufnie spoglądają pozostali uczestnicy procesów inwestycyjnych w budownictwie na aspekty nietechnologiczne i nie podlegające dyskursom. A takie właśnie są udziałem architektów. I nie ma potrzeby, by dalej rozwijać ten wątek. Sztuką jest jednak przekonać do zasadności tych aspektów pozostałych inżynierów.
Moim skromnym zdaniem, wchodząc do pomieszczenia warsztatów projektowych, zarówno architekci (poprzez wyciszenie własnego ego i chęć dyskusji o ekonomicznej stronie własnych pomysłów), jak i pozostali inżynierowie (poprzez przyznanie, iż istnieją elementy projektu, których nie można wymierzyć, wyliczyć czy chociażby oszacować) powinni starać się zdobyć zaufanie drugiej strony. W przeciwnym razie przysłowiowa niechęć inżynierów do architektów (na dobrą sprawę niejednokrotnie nie uznawanych w ogóle za inżynierów) będzie stała na przeszkodzie porozumień projektowych. A te są podstawą procesów IPD.

Aspekt 5: Proces zintegrowanego projektowania IPD
Podstawą IPD są: z jednej strony analiza ekonomiczna bieżącego budżetu inwestycji w stosunku do Kosztu Docelowego, dokonywana regularnie podczas całego procesu, oraz z drugiej strony analiza jakości technicznej, funkcjonalnej i estetycznej projektu. Model przestrzenny obiektu, nasycony informacjami dla wykonawstwa, a powstały przed fizycznym jego zbudowaniem, ma na celu dokładne wyliczenie i kontrolę zarówno finansów, jak i zgodności z kodami, normami i przepisami budowlanymi w poszczególnych krajach.
Nasycanie modelu informacją jest procesem BIM – i, zdaniem wielu ekspertów, nie powinno skutkować żadnymi dodatkowymi kosztami dla inwestorów, ponieważ oznacza ono w trybie długofalowym wręcz oszczędności czasowe dla biur architektonicznych (nie jest bowiem prawdą, że BIM to tylko koszty, tym bardziej, że niejednokrotnie pudełka z jakimś software dla BIM spoczywają na biurowych półkach, bądź są wręcz już zainstalowane na komputerach, i niektórzy współpracownicy mają z nimi nawet styczność operacyjną). Natomiast proces IPD, czyli kooperacja w celu kontroli bieżących kosztów i ich korekty poprzez pozytywnie rozumiane, bo kontrolowane przez całą Grupę Podstawową tzw. Value Engineering [7], jest procesem służącym do realnego zaoszczędzenia inwestorowi pieniędzy i dlatego słusznie wchodzi w zestawienie części składowych Kosztu Docelowego.
Koszty kooperacji IPD można by z grubsza porównać z kosztami nadzorów autorskich, ale nie oddałoby to dokładnie idei wspólnego wypracowywania i dopasowania korekt do najbardziej ekonomicznych, ale nadal jednomyślnych decyzji w ramach Target Value Design (czyli „projektowania pod określony koszt”). Nie ma tu miejsca na popularne w procesach tradycyjnych zamiany inicjowane przez wykonawców w celu wprowadzenia tańszych (i z reguły kiepskich) rozwiązań alternatywnych. A nie ma dlatego, że po pierwsze wykonawca sam brał udział w wypracowywaniu rozwiązań oryginalnych, a po drugie głos w decydowaniu mają także i projektanci, i sam inwestor – pozostali członkowie Grupy Podstawowej. Ogólnie mówiąc – zasada wprowadzenia wykonawcy do Grupy Podstawowej na jak najwcześniejszym etapie, ma na celu wykorzystanie jego doświadczenia i pomocy projektantom w fazie, w której podczas pierwszych 10 procent czasu pracy nad projektem zapada ok. 70 procent decyzji docelowych w kwestii finansowej.
Sam proces IPD zawiera wszelkie ewaluacje modelu/modeli branżowych z uwzględnieniem:
–  symulacji nasłonecznienia,
– efektywności energetycznej (między innymi biorąc pod uwagę ostatnio dyskutowane obostrzenia Warunków Technicznych w tej materii, zakrojone na kilka etapów i lat),
– zestawień materiałowych,
– okresowej kontroli kosztów (minimum raz na dwa tygodnie, najlepiej raz w tygodniu),
– oraz kontroli i korekty harmonogramów.
Takie procesy ewaluacji informacji mają podłoże w zasadach Lean Construction i Lean Management (jak np. bardzo interesujący Last Planner System – system produkcji mający na celu uzyskanie oczekiwanych rezultatów proceduralnych, którego istotą jest m.in. ostatnia kontrola wśród uczestników zadania przed jego wykonaniem).
Sam proces „projektowania pod określony koszt” (Target Value Design) i związane z nim modyfikacje projektowe należy rozumieć jako drobne, wspólnie zarządzane przez Grupę Podstawową, korekty w trakcie procesu wykonawstwa, a nie jako istotne zmiany koncepcyjne. Te skończyły się bowiem w momencie zamknięcia procesu konceptualizacji o wiele wcześniej – w momencie przystąpienia do właściwej fazy projektowej. Przejścia takie charakteryzują się przyjęciem kolejnego stadium fizycznego nasycenia modeli informacją. Dla przykładu brytyjskie LOD (Level Of Definition), składa się z:
a) nasycenia modeli informacją geometryczną (kolejny LOD – Level Of Detail), oraz
b) informacją niegeometryczną, tekstową (LOI – Level Of Information).

Rys. 7 Rozłożenie nakładów prac projektowych w czasie, porównanie procesu realizowanego tradycyjnie i procesu zintegrowanego, źródło: Patrick MacLeamy (HOK)

Rys. 7 Rozłożenie nakładów prac projektowych w czasie, porównanie procesu realizowanego
tradycyjnie i procesu zintegrowanego, źródło: Patrick MacLeamy (HOK)

Zależność kosztu wprowadzenia konkretnej zmiany od fazy procesu, w której została wprowadzona najlepiej obrazuje słynna, już do znudzenia pokazywana, krzywa autorstwa dyrektora biura HOK, Patricka MacLeamy’ego (rys. 7). Ale to nie jedyny atut tego wykresu – krzywa MacLeamy’ego pokazuje przy okazji, jak dalece praca nad projektem przesuwa się w kierunku jego startu. Uskarżanie się architektów na ogrom pracy i brak właściwego wynagrodzenia za fazę początkową jest o tyle mało zasadne, że jest to rekompensowane o wiele mniejszą ilością pracy w dalszych fazach, gdy model jest już tylko nasycany informacją. Czyli korzyści przenoszą się na fazę, zwaną w procesie tradycyjnym fazą projektu wykonawczego. To, że ilość pracy w dalszych fazach się zmniejszy, gwarantuje „rozgryzienie” każdej opcji rozwiązań w pierwszych fazach (także z udziałem przedstawicieli wykonawców), aby nie mieć już większych zmian w przyszłości, które kosztują coraz więcej (jak widać na rys. 7). W zasadzie, projektując w 3 wymiarach, większość informacji mamy już zawartą w projektach budowlanych (np. warstwy ścienne, stropowe i dachowe, zestawienia stolarki itp.), w efekcie – projekty wykonawcze niejednokrotnie polegają, oprócz dodania detali, na zmianie skali (dobrze, przesadzam tu, ale tylko nieznacznie).
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że takie podejście stawia na głowie cały system zleceń, zarówno prywatnych, jak i (a nawet bardziej) – publicznych. Ustaleniu nowych reguł gry mają jednak służyć kontrakty wielostronne. O ile z kontraktów typu „zaprojektuj i wybuduj” (Design-Build) można przejść do IPD dosyć gładko, o tyle przejście do IPD od kontraktów „wybuduj” (Design-Bid-Build) z wymiennością podmiotów – jest niemal niemożliwe. Podmioty Grupy Podstawowej w IPD muszą być niezmienne od samego początku. Dotyczy to także konkursów architektonicznych i innego typu kontraktów tradycyjnych, dzięki którym mamy taki stan w przemyśle budowlanym, jaki mamy.
Pozostaje co prawda przekonać inwestora do przegrupowania realizacji faktur na pierwsze fazy projektu, ale osiągamy to w ramach zdobytego w procesie formowania Grupy Podstawowej wzajemnego zaufania i szacunku oraz… zapisujemy w kontraktach. Nowe reguły gry muszą zostać zaakceptowane przez wszystkich graczy. Proces pracy nad zaoszczędzeniem inwestorowi części budżetu rozpoczyna się już w fazie konceptualizacji, i musi zostać ona wynagrodzona. Sama sprawa terminów płatności powinna zostać uregulowana w odpowiednich klauzulach kontraktów wielostronnych (IPD). Zresztą jednym z celów, leżących u podstaw wypracowania zasad procesów IPD, a widocznych szczególnie w sformułowaniach kontraktowych, jest odejście od antagonistycznych postaw w kierunku kooperatywnych. Inwestor musi zrozumieć, i w pełnej wzajemnego szacunku i zaufania kooperacji na pewno zrozumie, że chodzi o najlepszą metodę wykorzystania jego pieniędzy na realizację danej inwestycji. Nakłady na udział wszystkich uczestników procesu IPD w fazach do końca realizacji inwestycji są o wiele mniejsze niż potencjalne zyski na budżecie, wynoszące, według danych światowych, od 10 do nawet 30 procent na skomplikowanych technologicznie inwestycjach. Wystarczą proste kalkulacje Kosztu Docelowego i doświadczenie kilku pierwszych inwestycji.

Aspekt 6: Standardy nazewnictwa komputerowego i budowlanego
W ukonstytuowanym ponad rok temu Stowarzyszeniu „BIM dla polskiego budownictwa” [8] pełnię rolę przewodniczącego grupy roboczej Standardy, i z racji tej funkcji terminologia jest moim obszarem działalności, a przy okazji i polem zainteresowania. W niniejszym artykule nie chcę jednak kłaść na ten temat specjalnego nacisku, poprzestańmy więc na kilku generalnych uwagach, popartych konkluzjami. Jest jednak jedna sprawa, o której trzeba powiedzieć, z tego chociażby powodu, że mało kto ma świadomość jej wagi, a będzie ona niesłychanie ważna dla ujednolicenia procesów BIM/IPD w Polsce.
Otóż mamy w procesach IPD sytuację, gdzie co najmniej dwukrotnie dochodzi do styku przepływu informacji między rzeczywistymi konwencjami nazewnictwa i klasyfikacji w procesach budownictwa a abstrakcyjnymi standardami języka komputerowego, występującymi w oprogramowaniu służącym do modelowania wirtualnych obiektów (niezależnie od producenta), zapisanymi potem w samych modelach. Po raz pierwszy mamy taką sytuację, gdy katalog wymagań inwestora (SIWZ) zostaje zapisany w software do modelowania BIM (BIM authoring – o tym szerzej w Aspekcie 7). W chwili obecnej jest to w Polsce sytuacja teoretyczna (patrz Aspekt 1 i konkluzje poniżej), mówimy więc tutaj o rozwiązaniach docelowych. Drugi raz – gdy nasycony informacjami wirtualny model jest przekazany managerowi wykonawstwa w BIM jako osobne modele albo model wspólny (tzw. federated model – modele branżowe złożone razem w software dla managementu BIM). Taki styk przepływu informacji może się powtarzać w ciągu procesu inwestycyjnego nawet wielokrotnie (patrz rys. 5). Tymczasem obecny status w Polsce jest taki, że nie istnieje żaden system klasyfikacji budowlanej, który byłby kompatybilny z dokładnym, abstrakcyjnym systemem standardów komputerowych dla procesów BIM. Mało tego: istniejące systemy nazewnictwa budowlanego są albo chaotyczne (zarówno KNR-y, jak i CPV mają powtarzające się w różnych miejscach te same elementy i mało logiczną strukturę, rozstrzeloną po wielu katalogach), albo w części stanowią własność prywatną (KNR). Podobnie nie są alternatywą ani PKOB (Polska Klasyfikacja Obiektów Budowlanych), ani PKWiU (Polska Klasyfikacja Wyrobów i Usług), ani PKD (Polska Klasyfikacja Działalności). Jedym słowem: w zakresie określenia typu docelowej klasyfikacji nazewnictwa w polskim budownictwie panuje stan „w budowie”. Możliwe opcje pochodzą zza granicy: albo brytyjski Uniclass (Uniclass2), albo amerykański OmniClass, z podkategoriami MasterFormat dla rezultatów prac budowlanych i Uni- Format dla elementów. Inne możliwe systemy klasyfikacji (np. SfB, CEEC, austriackie normy: A-6241 Digitale Dokumentation für den Hochbau, części 1 i 2 itp.) są zbyt mało znane na polskim rynku, bądź niezbyt adekwatne. Sprawami standardów, jako że temat jest obszerny i wychodzi poza zakres niniejszego artykułu, musielibyśmy zająć się w osobnych opracowaniach.

Rys. 5. Przepływ informacji z formatu języka budowlanego na język oprogramowania następuje wielokrotnie na kilku etapach procesu inwestycyjnego, opracowanie: Robert Szczepaniak

Rys. 5. Przepływ informacji z formatu języka budowlanego na język oprogramowania następuje
wielokrotnie na kilku etapach procesu inwestycyjnego, opracowanie: Robert Szczepaniak

Rys. 6 Dla procesów BIM/IPD konieczne jest ujednolicenie standardów klasyfikacji budowlanej, bez tego trudno mówić o kompatybilnym przepływie informacji, opracowanie: Robert Szczepaniak

Rys. 6 Dla procesów BIM/IPD konieczne jest ujednolicenie standardów klasyfikacji budowlanej,
bez tego trudno mówić o kompatybilnym przepływie informacji, opracowanie: Robert Szczepaniak

 

Aspekt 7: Technologia BIM
Są trzy rodzaje oprogramowania dla technologii BIM:
1. BIM authoring – software do wielowymiarowego projektowania opracowań autorskich, to narzędzia pracy architektów i projektantów branżowych,
2. BIM evaluation – software do analiz/ewaluacji modeli, to asystujące pakiety do kosztorysowania, symulacji energetycznych, sporządzania harmonogramów z modelu, symulacji dróg ewakuacji w razie pożaru, symulacji procesów zarządzania obiektem itp. Takimi programami posługują się albo projektanci, albo manager BIM,
3. BIM management – software do managementu i kooperacji, to narzędzia, którymi posługuje się manager BIM. W nich zostaną złożone w komplet wszystkie modele branżowe (w tzw. federated model) i potem całość zostaje poddana analizom dla potrzeb wykonawstwa. Federated model może zostać przejęty przez managera BIM ze strony (generalnego) wykonawcy, bądź będzie to współpraca we wspólnym software na terenie realizacji budowy (w biurze budowy).

Praktycznie każde z software’u BIM authoring (czyli do projektowania wielowymiarowej informacji o budynku) jest w stanie w mniejszym lub większym stopniu zapisać zestaw informacji, potrzebnych do dokładnej kalkulacji ilości, zestawień i nakładów dla realizacji inwestycji. Dane zawarte we właściwościach elementów architektoniczno-budowlanych wystarczają do dokonania analiz energetycznych w osobnych pakietach software’u. Podobnie możliwe do wykonania są harmonogramy wykonawstwa prac budowlanych i towarzyszących. Zwróćmy uwagę na sformułowanie: „jest w stanie/jest możliwe”. Nie można mówić inaczej, ponieważ efekt modelowania danych zależy nie tyle od samego typu software’u, co od umiejętności jego użytkownika – to właśnie te 40% procesu na wykorzystanie technologii. Samo oprogramowanie nic za nas nie zrobi, za wyjątkiem wygenerowania zestawień z wprowadzonych przez nas danych. A i tak trzeba wprowadzić odpowiednie kryteria. I w tym miejscu zaczyna się kłopot. O ile 2D wybacza właściwie wszystko, a źle postawiona kreska czy szraf nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia spójności poszczególnych opracowań projektu, o tyle w programie 3D (pomijamy inne wymiary) niewłaściwy element modelu jest w stanie zafałszować końcowy, oczekiwany wynik. Modelujący budynek specjalista musi mieć świadomość, w jaki sposób poszczególne elementy składają się na całość, musi praktycznie wiedzieć, jak wygląda proces budowlany krok po kroku. Ilość takich fachowców na naszym rynku będzie decydować o tempie postępu BIM w polskich branżach projektowych i dalej w polskim przemyśle budowlanym.
Innym aspektem technologii BIM jest zdolność wykorzystania zapisanych danych dla ewaluacji w celu sprawdzenia zgodności z obowiązującymi przepisami i normami budowlanymi oraz dla wszelkiego rodzaju kalkulacji i symulacji. Kłopotem jest tutaj wejście na polski rynek różnego rodzaju software’u zachodnich producentów, które nie mają z polskimi realiami praktycznie nic wspólnego, poza wprowadzonym polskim interfejsem (albo i to nie).
Ciężko w takich programach wygenerować analizy przydatne dla wykonawców i dostawców w procesach budowlanych, a wymaganie od tych firm, by dostosowały się do zachodnich wzorców, też nie wydaje się właściwą drogą dla polskiego rynku. Stąd zrozumiałe frustracje dostawców, od których wymagane są opracowania modelowe dla różnego typu software’u BIM, nie tylko narzucające im konkretne, głównie natywne formaty danych, ale i całkowicie pomijające możliwe do przekazania dane niegeometryczne. Podobnie ma się sprawa z software’em BIM do managementu i kooperacji. Można przypuszczać, że będzie to niedługo główny typ software’u w procesach BIM/IPD, gdyż jest w stanie zebrać owoce pracy wszystkich projektantów i zarówno rozesłać pliki do software analitycznych, jak i ewaluować poskładane modele (federated models) we własnym zakresie, na końcu integrując wyniki w procesie wykonawstwa. Okazuje się więc, że dostępne na polskim rynku zachodnie produkty nie uwzględniają w pełni polskich realiów i wymagają adaptacji w i tak już wystarczająco skomplikowanych procesach. Dla przykładu: Solibri Model Checker, program o cenie 6000 euro za pojedynczą licencję, nie rozumie np. pojęcia pięter budynku, jeśli nie mają one nazwy „Story”. Z ciekawostek, ponieważ rozwój technologii nie znosi bezruchu, w ostatnich latach ukształtował się w Zjednoczonym Królestwie dodatkowy podział części technologicznej procesu IPD na podkategorie: PIM (Project Information Model) – po stronie projektantów: wielowymiarowa platforma projektowa, IE (Information Exchange) – formaty wymiany danych i kooperacji, AIM (Asset Information Model) – rodzaj docelowego oczekiwania inwestora co do otrzymanych modeli. Jako że Anglicy już praktycznie wszystko mają pod oficjalną kontrolą, PIM ma podstawę w publicznie dostępnym dokumencie specyfikacyjnym (PAS1192-2), AIM w podobnym opracowaniu (PAS1192-3), zaś IE jest regulowane dokumentem brytyjskich standardów o nazwie BS1192-4 (opracowanie komercyjne). Wszystkie 3 fazy znajdują się w równowadze na zasadzie stałej interakcji, zaś podstawą całego procesu jest tzw. CDE (Common Data Environment) – wspólnie używana platforma modelowania, magazynowania i użytkowania danych, dostępna dla każdego uczestnika procesu.

W Polsce o czymś takim możemy aktualnie jedynie pomarzyć, a mimo to w samej Anglii podnoszą się istotne głosy, wątpiące w możliwość dotrzymania terminu ogólnokrajowego wprowadzenia BIM Level 2 (poziom 2 według wykresu panów Bewa i Richardsa – [1] rys. 2) na rok 2016 dla wszystkich zleceń publicznych.

Sugestie ws. standardu języka

Podstawowym zadaniem jest konieczność integracji nomenklatury dla całego procesu projektowo-budowlanego, aby każdy jego uczestnik doskonale rozumiał, co otrzymuje od innych uczestników, i także miał świadomość tego, co z kolei przesyła dalej. W tej chwili wygląda to tak, że każdy „dłubie w swoich zabawkach”, mało się przejmując tym, co robią inni. Technologia nadal nie sprzyja kooperacji, i nie ma się czemu dziwić, skoro w Polsce nie ma jedności co do ustalenia wspólnego języka dla każdego konkretnego procesu projektowobudowlanego. Temat jest zbyt szeroki dla pojedynczego, wielowątkowego (i już obszernego) artykułu. Zainteresowanych mogę odesłać do innych publikacji lub obiecać kontynuację..

W tym tekście sprawę obecnego braku kompatybilności konwencji nazewnictwa zakończmy zaleceniem orientowania się na klasyfikacje normowalne światowym standardem ISO. Aktualnie jedynie organizacja buildingSmart zapewnia taki status przy pomocy formatu IFC (ISO 16739:2013) i kierunku Open BIM. Osobnym pozytywnym przejawem jest wykazanie woli zasponsorowania przez niektóre firmy i samo stowarzyszenie „BIM dla polskiego budownictwa” procedury przystąpienia Polski do tej organizacji (tzw. buildingSmart Polish chapter). Możliwy jest status aktywny lub obserwatora, aktualne działania są w toku.
Mamy już pierwszego polskiego obserwatora w building Smart. Klaster Technologii Informacyjnych w Budownictwie „BIMklaster” w dniu 7 października 2015 r. otrzymał status obserwatora przy buildingSmart Nordic.

Konkluzje końcowe

Reasumując, najważniejszymi działaniami w kierunku realnego wdrożenia projektowania z wykorzystaniem technologii BIM powinny być: zmiana nastawienia na adaptację nowego, zgoda na jednolitą klasyfikację budowlaną w Polsce rozpoczęcie wielostronnej kooperacji między sobą w procesach budowlanych w celu nie tylko umożliwienia inwestorom zaoszczędzenia ich własnych pieniędzy, ale przy tym i uczestniczenia w sukcesie przedsięwzięcia, choćby przez podział zysków za dotrzymane terminy i obniżony Koszt Docelowy inwestycji.
Proces projektowo-budowlano-użytkowy jest procesem całościowym, zamykanie się na jego część, ponieważ akurat tylko ta nas dotyczy, nie zmieni wiele w stosunku do notorycznych strat i końcowych wzajemnych roszczeń w procesach sądowych. Dodatkową korzyścią objęcia metodą kooperacji całego procesu budowlanego byłaby automatyczna (poprzez analizy danych samego modelu) urzędowa kontrola nad zgodnością z wszelkimi przepisami, zarówno prawnymi, jak i ogólnobudowlanymi, łącznie z zaostrzającymi się z roku na rok uwarunkowaniami środowiskowymi. Natomiast dla samych architektów takie elementy BIM i IPD jak: otwarcie się na przepływ danych, kontrola informacji zawartych w procesach modelowania i wymiany z pozostałymi uczestnikami w środowisku IPD, koordynacja zgromadzonych danych pod względem zgodności i wykorzystanie ich dla wszelkich niezbędnych analiz – byłyby w stanie przybliżyć nas nieco do, dawno temu utraconego, statusu mistrzów budowlanych z poprzednich epok. Musimy tylko dołożyć nieco starań dla dodatkowej nauki. A jeśli nie to, to BIM pozwoliłby architektom przynajmniej na mniej lub bardziej kompleksową kontrolę nad nowymi procesami budowlanymi i tym samym ponowny wzrost prestiżu naszego zawodu. Z drugiej strony – możemy próbować przeczekać czas, dzielący niektórych z nas od emerytury (choć kreatywni podobno nie przechodzą w stan spoczynku), mniej lub bardziej pobłażliwie obserwując działania innych, którym z jakiegoś powodu zależy, i liczyć na to, że ciemna strona polskiej mentalności uniemożliwi szybkie zmiany status quo. Czyli nie robiąc nic. Cóż, wybrać można tylko jedno albo drugie. Każdy musi zadecydować sam. Mamy jednak także i dobre wieści Modelowanie geometrycznej informacji 3D nie wymaga aż takiej dokładności formalnej, jak znane z katalogów bibliotek 2D detaliczne materiały dostawców i producentów. Powinno być w miarę oszczędne, adekwatne do faz opracowania projektów (np. LOD 100-200- 300 itd.), ponieważ wystarczy by operowało reprezentacją geometrii w wymianach modeli własnych w trakcie procesu projektowania (przewidzianych tylko w jednym kierunku, bez możliwości powrotu). Nasza, architektów, praca w modelowaniu informacji wielowymiarowej dla potrzeb BIM jest wymagająca, ale nie jest też aż tak żmudna, jak się ją przedstawia w niektórych publikacjach. Niektórzy nawet, jak autor  niniejszego artykułu, uważają ją za przyjemność (uśmiech – przyp. aut.). Puentując temat, wypada zauważyć, iż różnorodność środowiska technologii budowlanych może być dobra, ale nie powinna ona stanowić bazy egzystencji konsultantów i specjalistów – celem ma być najefektywniejsza współpraca między wszystkimi uczestnikami procesów IPD, a zwłaszcza projektantami i wykonawcami. Taka kooperacja musi jednak bazować na procesach myślowych skoncentrowanych na danych. A te z kolei wymagają zaprojektowanej struktury technologicznej informacji, docelowo nałożonej na model geograficzny GML [9]. To właśnie – czyli system danych przestrzennych, coś w rodzaju „zintegrowanej” lub „digitalnej’ Polski” (na wzór Digital Built Britain) – też będzie nas czekać w najbliższej przyszłości. Zadań do wykonania jest zatem bez liku. Jak mawia stare chińskie przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”. Od nas zależy, czy będą to nowe i interesujące opcje…

Robert Szczepaniak
architekt IARP , członek Arch+Ing
BIM dla polskiego budownictwa
Nemetschek Vectorworks
> robert@designexpress.eu

Bibliografia

1_ diagram stopni implementacji BIM, przyjęty w UK jako roadmapa dla wprowadzenia BIM/IPD: www.zawod-architekt.pl/bim_roadmap
2_ sama nomenklatura nie ma aż takiego znaczenia, a i tak dla wielu z tych terminów nie ma jeszcze polskich odpowiedników – przepraszam zatem za wiele anglicyzmów
3_ źródła: a) Randy Deutsch, BIM and integrated design: strategies for architectural practice, Wiley 2011; b) Mark C. de St. Aubin, Scott D. Cahalan, Building Information Modeling: What’s ahead for contractors, Trust the Leaders, wyd. 21, 2008, www.zawod-architekt. pl/bim_1; c) Harvard University Construction Management Council, BIM Procurement Guide, www.zawod-architekt.pl/bim_2
4_ Indiana University, BIM Guidelines & Standards for architects, engineers and contractors, www.zawod-architekt.pl/bim_3
5_ odsyłam do prac amerykańskiej kancelarii adwokackiej Hanson Bridgett LLP, a zwłaszcza opracowań Howarda Ashcrafta, jednego z największych specjalistów na świecie w dziedzinie kontraktów IPD. Istnieją także gotowe wzorce planu zastosowania BIM (BIM Execution Plan), zwłaszcza autorstwa H. Ashcrafta. Należy przy tym podkreślić, że opracowania kontraktowe Hanson Bridgett zawierają wiele klauzul, zabezpieczających kontrakty IPD przed możliwymi szkodliwymi wpływami kontraktów tradycyjnych.
6_ grupa dyskusyjna w serwisie GoldenLine, www.zawod-architekt. pl/bim_goldenline
7_ balansowanie kosztami różnych elementów budynku i grup robót na bazie Lean Construction, czyli tzw. zwinnych (ang. agile) zasad zarządzania procesami wykonawczymi
8_Stowarzyszenie BIM dla polskiego budownictwa, www.plbim.org
9_ GML – Geography Markup Language, Język Znaczników Geograficznych

Leave a comment
More Posts
Comments
  1. kazmo Styczeń 11th, 2016 3:14PM

    Robert, jak pierwszy raz czytałem Twój tekst byłem pod ogromnym wrażeniem i cały czas jestem

  2. gester Styczeń 11th, 2016 3:20PM

    dzieki, piotr 🙂

  3. admin Styczeń 11th, 2016 4:21PM

    @kazmo
    Dokładnie!

    Szacunek Robercie za tak sprawne umieszczenie tylu faktów i mitów w jednym artykule. To kiedy książka? 🙂

  4. gester Styczeń 11th, 2016 6:32PM

    hmmm

  5. ravscin Luty 15th, 2016 3:06PM

    Gratuluję opracowania.

    Wnioski są jasne: edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. I to nieprzypadkowo x3…

    1) Edukować się musimy jako architekci. Tu widzę hamulec w postaci barier mentalnych związanych z tzw wizerunkiem architekta „twórcy” a nie architekta „rzemieślnika”. Większość kolegów skupia się na codziennej walce o utrzymanie zatrudnienia… Powinno się już dawno zauważyć w naszej edukacji rozdzielny zawód – CAD arch drafter… A ten w większości nie musi być architektem.

    2) Edukować się muszą szeroko rozumiani zleceniodawcy. Inwestor prywatny nie będzie chciał tracić czasu na poznanie różnic chyba, że ktoś mu je na siłę uświadomi; Inwestor instytucjonalny musi kierować się przepisami prawa, a chęć stosowania BIM z pomięciem procedur np ZP będzie skutkowało podejrzeniami o kumoterstwo i korupcję. TUTAJ MUSZĄ POJAWIĆ SIĘ ZMIANY W PRAWIE. Zleceniodawcy zrzeszeni zrozumieją przewagę projektu BIM nad tradycyjnym mniej więcej za 10lat, kiedy zauważą korzyści w porównaniu obu metod i efektywność finansową administrowania budynkiem modelowanym na etapie projektowym. Zresztą ta zasada dotyczy wszystkich inwestorów

    3) Edukować muszę się urzędnicy na każdym szczeblu. Znam dyrektorów wydziałów inwestycji i administracji urzędów dużych miast i nawet jeśli słyszeli o BIM to utożsamiają ten zwrot z prezentacją wizualną projektu 3D w celach poglądowych… (OT TAKA ATRAKCJA). Jak każdy architekt wiem, że stosowanie BIM we współpracy publiczno-prywatnej zredukowałoby koszty remontów i budów za publiczne środki – a moi rozmówcy stoją i kiwają głowami – nawet dłonie składają w geście pokazującym, że są związane…

    Najmniej chyba muszą się edukować inżynierowie branżyści, którzy chcąc nie chcąc siedzą w projektowaniu przestrzennym i kosztorysach od lat tylko nie zdają sobie sprawy, że praktykują już część filozofii BIM bez pełnej świadomości.

    Odwrotu od tego sposobu pracy nie ma. Znam rynek projektowy w USA i od kilkunastu miesięcy nie ma już zainteresowania zatrudnianiem projektów, którzy nie pracują (lub przynajmniej nie znają) technologii modelowania wirtualnego całej budowy i wszystkich procesów – nie tylko budynku jako kubatury.

    Jeszcze raz gratuluję klarownej publikacji

  6. gester Luty 15th, 2016 3:38PM

    dzięki 🙂

    mam jedynie kilka uwag co do #1: nie bardzo wiem, jak to w praktyce będzie wyglądać, ale bim modeller _musi_ mieć doświadczenie budowlane, bo musi wiedzieć, jak elementy i obiekty, którymi manipuluje w komputerze, są poskładane w fizyczny budynek w rzeczywistości.

    na zachodzie technicy z biur architektonicznych zwykle bywają na budowach i wiedzą, co i jak, a w polsce najwyrażniej to tak nie funkcjonuje (sorry, ale wiele lat byłem poza polską, nie jestem up-to-date). z tego jednak, co doświadczam, zwykle architekt (zresztą to samo dotyczy branżystów) sam jest na spotkaniach koordynacyjnych. wiąże się to z pewnością z niskimi gażami projektantów. no i kółko się zamyka…

  7. ravscin Luty 15th, 2016 3:53PM

    Dziękuję za polemikę.
    Moja wypowiedź nie była jasna – chodziło mi o stwierdzenie faktu, że uczelnie techniczne w PL na kierunku ARCHITEKTURA starają się edukować twórców, po czym rynek wciąga tych młodych ludzi przed ekran komputera i ogranicza ich kreatywność do roli „wklepywacza”. Nikogo nie oskarżam ani nie umniejszam ambicji młodych architektów. Po prostu stwierdzam fakt.

    A Ty, drogi @gester, masz rację – architekt wykonujący pracę BIM modeller będzie musiał mieć (musi mieć) doświadczenie budowlane. Czyli Ci młodzi ludzie sprzed ekranów nie do końca się do tej pracy nadają i to właśnie jest dużą przeszkodą we wdrożeniach BIM w biurach architektonicznych.

    Wchodzenie BIM w naszym kraju jest ważnym czynnikiem stymulującym wzrost honorariów za prace projektowe. I do tej pory była to pozycja w walce konkurencyjnej – teraz zaczyna się opłacać wyższa inwestycja w dobry projekt w zamian za brak błędów wykonawczych, czytaj redukcję nieplanowanych wydatków w przyszłości. I w tym kierunku trzeba uświadamiać inwestorów.

Comment